Marek Motyka: nazwa „szarańcza” zawsze budziła uśmiech na twarzy

Dzięki niemu o bytomskiej “szarańczy” mówiło się w całej Polsce. Pod wodzą Marka Motyki piłkarze Polonii Bytom z powodzeniem rywalizowali na boiskach Ekstraklasy w sezonie 2008/2009. 67-letni trener, z którym rozmawiamy przed niedzielnym meczem z Wisłą Kraków, przez 12 lat bronił barw Białej Gwiazdy i sięgał z nią po mistrzostwo Polski. A mało kto pamięta, że w 1978 roku debiutował w szeregach Wisły na Olimpijskiej. – Faktycznie już wtedy Polonia Bytom mocno utkwiła mi w pamięci – wspomina były trener Królowej Śląska. 

 – To przepiękny okres mojej trenerskiej kariery, bo po rundzie jesiennej będąc na gali tygodnika „Piłka Nożna” dostawałem tyle gratulacji od ludzi pracujących w klubach Ekstraklasy, że wydawało mi się, jakbym prowadził zespół sięgający po mistrzostwo Polski – wspomina z rozrzewnieniem Marek Motyka. 67-latek w sezonie 2008/2009 prowadził z powodzeniem Polonię Bytom na boiskach Ekstraklasy. Motyka na ławce trenerskiej Królowej Śląska zasiadł w 19 spotkaniach. 

– Mieliśmy świetnych zawodników, którzy swoje umiejętności potrafili przekładać na skuteczną i efektowną grę. To powodowało, że oprawy przygotowywane na Olimpijskiej przez kibiców były nie do zapomnienia. Jak odtwarzam pewne materiały i widzę, jak kibice potrafili się wówczas bawić i w jakich ilościach przychodzili na mecze, to wspominam to wszystko bardzo miło. Powiem szczerze, że byłem bardzo dumny, że z takim potencjałem ludzkim i przeciętnymi finansami osiągaliśmy tak dobre wyniki. Ósme miejsce na koniec rundy jesiennej naprawdę można było uznać za sukces – zaznacza Marek Motyka. 

Bytomska “szarańcza” była znana w całym kraju 

67-latek miał słabość na punkcie stałych fragmentów gry, które przygotowywał niezwykle pieczołowicie. Symbolem jego pracy w Bytomiu była m.in. “szarańcza”, czyli nietypowe rozwiązanie stosowane przy rzucie rożnym, gdy piłkarze rozbiegali się w polu karnym. Mówiło się o tym w całym kraju. Motyka inspiracji szukał poza granicami naszego kraju, oglądając najlepsze ligi zagraniczne.  

– Zacząłem to zapisywać, nagrywać i stosować już na początku mojej pracy. Początkowo zawodnicy nie bardzo w to wierzyli, ale gdy padały z tego bramki, to przekonywali się, że warto nad tym pracować. “Szarańcza” zachwyciła mnie w momencie, gdy zauważyłem, jak obrońcy są bezradni i kompletnie nie wiedzą, co mają robić. Jestem trenerem, który wiele uwagi poświęcał na ten element. Sama nazwa zawsze budziła uśmiech na twarzy. Różnie nazywaliśmy moje rozwiązania stałych fragmentów gry. Niektóre z nich to były “Warszawa” i “Kraków”, niekiedy pokazywaliśmy rękami wzniesionymi do góry, który wariant stosujemy. Mieliśmy zazwyczaj przygotowane cztery warianty długich rozwiązań i jeden krótki – tłumaczy Motyka.  

A często nietypowe rozwiązania kończyły się bramką. Kibicom przy Olimpijskiej utkwiło w pamięci m.in. trafienie autorstwa Marcina Komorowskiego z meczu z Lechią Gdańsk, gdy huknął z dystansu niemal w samo okienko. 

– Nasza siła polegała na tym, że wbiegając na pełnym biegu byliśmy zawsze o 1,5 czy 1 metr szybsi od zawodnika broniącego. Mieliśmy wysokich zawodników do gry i zazwyczaj zawodnik kryjący był w takiej sytuacji spóźniony. Gdy siedzieliśmy swego czasu w szatni to szukaliśmy różnego nazewnictwa danego stałego fragmentu. Były różne pomysły. Ktoś rzucił “bomba”, a kolejny “szarańcza”. Zdecydowaliśmy się na drugą opcję i ta nazwa tak przylgnęła, że potem jak w każdym zespole rzuciłem, że “zagramy szarańczę”, to wszyscy wiedzieli o co chodzi. Śmiano się jedynie z nazewnictwa. Cieszę się, że jestem z tego kojarzony, bo przynajmniej wiem, że żyję (śmiech) – dodaje. 

Ligowi potentaci w opałach na Olimpijskiej 

Pod wodzą Motyki Niebiesko-Czerwoni uchodzili za zespół niewygodny dla rywali nawet z najwyższej ligowej półki. Bytomianie potrafili w tamtym czasie pokonać m.in. Legię Warszawa, czy zatrzymać Lecha Poznań. Po spotkaniu z Kolejorzem trenerski kunszt opiekuna Polonii docenił sam Franciszek Smuda. 

– To Lechowi udało się wyrwać remis w ostatnich sekundach, gdy Jakub Wilk strzałem z powietrza zdobył bramkę. Pamiętam, że śp. trener Franciszek Smuda przyszedł do mnie zdenerwowany po meczu. Mówił humorystycznie: “weź tu otwórz flaszkę, bo muszę się rozluźnić. Tyle nerwów, ile zafundowałeś mi po tych stałych fragmentach gry, to jest koniec świata”. Obawiali się tych naszych rozwiązań. Strzeliliśmy bramkę z gry, ale nie udało nam się dowieźć wygranej do końca – żałował Motyka. 

A z okresem pracy w Bytomiu Motykę wiąże jeszcze jedno konkretne wspomnienie. 

– Jest w tym klubie człowiek, którego będę szanował do końca życia. Nazywa się Jerzy Szpernalowski. Nie wyobrażam sobie Polonii Bytom bez niego. To niebywały człowiek. Do dnia dzisiejszego zawsze wysyła mi życzenia na urodziny. A przecież tyle lat nie ma mnie już w Polonii. Wiem, jak strasznie kocha ten klub i życzyłbym każdemu innemu klubowi takiego kierownika. Jest niesamowicie oddany Polonii – mówi Motyka. 

Z 67-latkiem rozmawiamy przed niedzielnym starciem Polonii z Wisłą Kraków, bo jest człowiekiem, który łączy oba kluby. Motyka przez 12 lat bronił barw krakowskiego zespołu, a łącznie zaliczył w jego barwach 323 występy. Z Białą Gwiazdą sięgał m.in. po mistrzostwo Polski, a niewielu kibiców zapewne zdaje sobie sprawę, że w 1978 roku debiutował w koszulce Wisły w meczu… na Olimpijskiej przeciwko Polonii. 

– To było dla mnie bardzo stresujące, bo wiedziałem, że w Bytomiu nie gra się łatwo. Zremisowaliśmy tam 1:1. Pamiętam, że w barwach Polonii grało dwóch wybitnych zawodników, w tym Edward Lonka. Uczulano mnie, że trzeba koniecznie zwrócić na nich uwagę. To był początek mojej kariery i faktycznie już wtedy Polonia Bytom mocno utkwiła mi w pamięci – wspomina po latach Motyka.  

Nowy rozdział Polonii. Marek Motyka nie kryje podziwu 

Teraz oba zespoły znów staną w szranki, ale na zapleczu najwyższej klasy rozgrywkowej. Zawodnicy Królowej Śląska liczą na sprawienie niespodzianki i premierowe zwycięstwo na wiosnę. Wisła jest natomiast na dobrej drodze do powrotu do Ekstraklasy. Motyka przyznaje, że śledzi losy bytomskiej ekipy. 

– Mam ogromny szacunek do Polonii, która awansowała do I ligi w pięknym stylu. Oglądając mecze było widać, że to nie przypadek. Widać było rękę trenera Łukasza Tomczyka i konkretną filozofię gry. Mocno śledziłem jego pracę i trzeba przyznać, że wykonał kawał dobrej roboty. Widać było, że Polonia pod jego wodzą już od samej rozgrzewki i taktycznie w trakcie meczu była niesamowicie poukładanym zespołem. W dodatku awans zrobiono przy nie najwyższym budżecie – mówi Motyka, który wierzy w to, że zespół Wojciecha Mroza będzie w stanie napsuć krwi faworyzowanemu rywalowi. 

– Wisła nie może lekceważyć rywala, bo Polonia jest bardzo zgranym zespołem, w dodatku zbudowanym na solidnych fundamentach. Bardzo podoba mi się filozofia pracy całego klubu i ciągły rozwój krok po kroku. Zapowiada się ciekawe spotkanie. Tym bardziej że Polonia u siebie czuje się pewniej – dodaje. 

Motyka przewiduje, że w niedzielne popołudnie dojdzie do podziału punktów i stawia na remis 2:2. 

– Oba zespoły darzę ogromną sympatią. Wisła ma sporą przewagę, więc taka strata punktowa nie będzie odczuwalna. Taki wynik nikogo nie skrzywdzi – uśmiecha się na koniec trener Marek Motyka.  

Wszystkie filmy

Polonia Bytom Fanshop

Betclic kod: PBO1920