
Przemysław Trytko, to zawodnik, który podczas profesjonalnej gry w piłkę grał w barwach zarówno Polonii Bytom, jak i Arki Gdynia. W barwach tego drugiego zespołu osiągnął największe sukcesy – łącznie ze zdobyciem Pucharu Polski, ale jego kariera nie była usłana różami. O swoich piłkarskich losach opowiedział nam w obszernej rozmowie. Nie mogło też – rzecz jasna – zabraknąć wątku czekającego nas w niedzielę starcia w Gdyni.
Panie Przemysławie, nie ukrywam, że im bliżej meczu Polonii Bytom z Arką Gdynia, tym częściej na korytarzach, w biurach, szatni pada Pana nazwisko… To jasny znak, że zapadł Pan w pamięci osób związanych z Polonią i Arką.
Tak, grałem po obu stronach barykady. Kluby są w przyjacielskich stosunkach, więc pewnie z tego powodu taka sytuacja ma miejsce.
Można powiedzieć, że łączy Pan Polonię, Arkę i Odrę Opole, w której grał Pan przecież jako młody chłopak.
Urodziłem się w Opolu i w Odrze rzeczywiście grałem w juniorskich drużynach. W swoim CV mam Arkę, Polonię, ale… nie mam Zagłębia Lubin (śmiech).
Ale może uda się uzupełnić CV w roli trenera?
Mam licencję i nie ukrywam, że szukałem w ostatnim czasie pracy jako trener w różnych miejscach. Myślałem też o pracy w Polonii, jednak sztab był już zbudowany, ale zobaczymy, co się wydarzy w przyszłości.
Czyli „trenerka”, to droga, którą chciałby Pan iść dalej? Bo gdzieś kiedyś wyczytałem, że chce Pan najpierw zobaczyć, jak to wygląda. Był Pan między innymi w sztabie klubu z Goczałkowic i chyba mogę wyciągać wnioski, że spodobało się?
Tak, zrobiłem kurs UEFA B+A dla byłych zawodników i to mi daje możliwość samodzielnego prowadzenia drużyn na poziomie Betclic 2. ligi i Betclic 3. ligi, ale nie ukrywam, że bardziej widzę siebie w sztabie niż jako pierwszego trenera w niższych ligach. Muszę przyznać, że na początku mojej pracy w roli trenera pojawiały się te inklinacje zawodnicze, jednak po jakimś czasie ta głowa się przestawiła z bycia zawodnikiem na bycie trenerem i przyznaję, że spodobało mi się to. Jeśli chodzi o klub z Goczałkowic, to musiałem sporo dojeżdżać, też rozkręcałem pewne rzeczy i dlatego odszedłem, bo trudno było mi to pogodzić, ale tak – spodobała mi się ta droga.
Jako zawodnik brał Pan udział w starciach Arki z Polonią i te mecze trudno nazwać nudnymi. Zdarzało się, że kiedy grał pan w klubie z Gdyni Polonia w ostatnich minutach wyrywała remis bądź zwycięstwo, więc emocji nie brakowało. Czy był jednak mecz lub zdarzenie, które do dzisiaj Pan pamięta?
Jeden z tych meczów, o których pan wspomina – i ja również, miał miejsce, kiedy przyjechaliśmy na Polonię Bytom i walczyliśmy o utrzymanie. Długo prowadziliśmy 1:0 i w końcówce straciliśmy dwa gole…
… to był chyba rok 2009.
Bardzo możliwe. Drugi mecz, to spotkanie, kiedy sytuacja była odwrotna – grałem w Polonii i walczyliśmy o utrzymanie, a Arka wygrała. To były ciężkie czasy Polonii Bytom, chociaż pod kątem sportowym udało nam się utrzymać, wygrywając w Płocku 2:0.
Rzeczywiście czas gry w Polonii nie był łatwy z różnych względów, natomiast jeśli chodzi o grę w Arce chyba zdecydowanie lepiej Pan to wspomina? W barwach Arki zagrał Pan prawie 50 meczów w Ekstraklasie, w Polonii bodajże 6 na najwyższym poziomie, ale z perspektywy czasu oba kluby wspomina Pan pozytywnie?
Jak najbardziej. Oczywiście, tak jak mówiłem to były trudne czasy klubu pod kątem finansowym, przekładało się to też na wyniki. Przyszedłem do Bytomia z zamiarem pomocy w walce o utrzymanie, ale niestety zerwałem więzadła krzyżowe i ta kontuzja mocno pokrzyżowała mi plany. W sumie zagrałem tylko w bodajże sześciu meczach.
Krótko po tej kontuzji trafił Pan do 4. ligi niemieckiej, do klubu Carl Zeiss Jena.
Tak, jeszcze wcześniej na krótko wróciłem do Polonii, wówczas drużynę prowadził trener Fornalak, to było już w czasach 1. ligi.
Jak się Pan czuł, mając na koncie występy w Ekstraklasie i trafiając na czwarty poziom rozgrywkowy do Niemiec. Czy to była trudna decyzja? Bo to nie jest oczywisty krok.
Czas minął i zatarł pewne sprawy, ale było ciężko. To była zupełnie inna rzeczywistość. Człowiek grał w Ekstraklasie, spełniał marzenia, szedł do przodu, a tak naprawdę jedna kontuzja to przekreśliła i trzeba było wszystko budować od zera. Można powiedzieć, że wyjechałem w ciemno i ta przyszłość była niepewna. Sporo nocy nie przespałem…
Jeśli się nie pomyliłem w debiucie w Carl Zeissie zagrał Pan z Bayerem Leverkusen?
Tak. W Niemczech pierwszą kolejkę poprzedza pierwsza runda Pucharu Niemiec. My trafiliśmy na Bayer, który przyjechał naprawdę mocnym składem i rozbił nas bodajże 4:0.
To był Pana drugi pobyt w Niemczech. Pierwszy miał miejsce kilka lat wcześniej, kiedy trafił pan do Energie Cottbus. Wtedy jednak to była zupełnie inna sytuacja – zupełnie inna optyka towarzyszyła temu transferowi. Był Pan młodym chłopakiem, który wyjechał za granicę, do silnego klubu…
W porównaniu do Carl Zeiss, to były zupełnie różne światy. Energie awansowało do Bundesligi, więc był to naprawdę niezły poziom. Byłem też młodym chłopakiem i z perspektywy czasu nie wszystko robiłem „książkowo”…
… słyszałem, że dość krnąbrnym. Lubił Pan prowokować…
Jakieś tam przepychanki czy kłótnie się zdarzały na treningach (śmiech). Byłem wtedy, tak jak powiedzieliśmy, młodym chłopakiem, który chciał grać i miał swoje ambicje, a oni traktowali mnie jak chłopaka, który przyszedł z Polski z juniorów. Ja czułem się na siłach, by walczyć o pierwszy skład, a ich spojrzenie było takie, że mam zadowalać się treningami i grą w rezerwach. Ale udało mi się zadebiutować w Bundeslidze i to chyba jeden z moich większych sukcesów, bo nikt za darmo mi tego nie dał. Kadra była bardzo szeroka i nie każdemu udało się miejsce w składzie wywalczyć, dlatego to traktuję jako duży sukces. Później miałem chęć, by grać regularnie, co tydzień i to przeważyło na decyzji o powrocie do Polski.
133 mecze w Ekstraklasie, debiut w Bundeslidze, zdobycie Pucharu Polski z Arką, Superpucharu Polski z Jagiellonią – swoją drogą w obu tych spotkaniach grał Pan przeciwko Lechowi… To wszystko musi robić wrażenie, ale czy z perspektywy czasu czuje Pan, że ze swojej kariery, biorąc pod uwagę kontuzje, różne sytuacje, wycisnął Pan maksa?
Z każdej kariery można wycisnąć coś więcej i nawet tacy zawodnicy jak Messi mogą mieć poczucie, że mogli sięgnąć po coś więcej, po kolejny tytuł mistrza świata. Nie inaczej jest w moim przypadku. Myślę, że najważniejszym punktem mojej kariery była ta kontuzja odniesiona w Polonii. Ona ciągnęła się za mną przez całe życie – jedna operacja, druga operacja, trzecia operacja… Nawet kontrakty podpisywałem tylko na rok z adnotacją dotyczącą kolana, więc to musiało wpływać na brak poczucia stabilizacji. Zawsze na każdym treningu musiałem udowadniać swoją wartość. Ale moja praca nie kończyła się na treningach. To był codzienny wysiłek. Kolano tego nie chciało, buntowało się, ale kariera tego wymagała.
Kiedy Pana słucham dochodzę do wniosku, że trzeba mieć ogromny charakter i dużą wolę walki, by z takiego trochę niebytu piłkarskiego wrócić na poziom Ekstraklasy, zagrać w finale Pucharu Polski, sięgać po trofea. Czy ta wola walki, ten charakter, były cechami, które uznawał Pan za najważniejsze podczas swojej kariery?
Rzeczywiście, patrząc z boku można powiedzieć, że moimi największymi sukcesami były Puchar Polski, Superpuchar Polski, ale dla mnie największym sukcesem był powrót do Ekstraklasy po kontuzji i utrzymanie się na tym poziomie. Mogło być przecież tak, że po wyjeździe do czwartej ligi niemieckiej grałbym już tylko po niższych ligach, a tak się nie stało i to jest moje największe osiągnięcie. Ten powrót zajął prawie trzy lata, ale z zewnątrz tego nie widać – widać puchary, ale nie widać codziennej walki o powrót.
Piłka nożna, to nie tylko sport i rywalizacja, ale również nawiązywanie więzi międzyludzkich. Czy do dzisiaj utrzymuje Pan większy lub mniejszy kontakt z zawodnikami, z którymi grał Pan w Polonii albo Arce?
Z czasów Polonii z Danielem Tanżyną mamy największy kontakt, ale wie pan, jak to jest w świecie piłki. Robiąc kursy trenerskie spotkałem choćby Grzesia Podstawka, Marcina Radzewicza, na meczu zdarzyło mi się spotkać trenera Góralczyka, więc ci ludzie cały czas się przewijają. W Arce pobyt był dłuższy, więc może z tego względu tych znajomości jest nieco więcej.
Przed nami mecz Arki z Polonią. Jestem pewny, że śledzi Pan naszą ligę i chciałem zapytać: jakie są Pana typy na ten mecz? Arka nie uznaje kompromisów – jak wygrywa, to „do zera”, jak przegrywa, to nie strzela, jeśli chodzi o Polonię mamy problemy z traconymi bramkami. Dużo strzelamy, ale też dużo tracimy i póki co to się nie kompensuje. Może więc poszerzę moje pytanie – jak Pan postrzega początek sezonu w wykonaniu naszej drużyny i jakie są Pana przewidywania w kontekście niedzielnego pojedynku?
System Polonii znałem bardziej za czasów trenera Tomczyka, bo graliśmy mecze towarzyskie, graliśmy w Pucharze Polski, od tego momentu trochę się zmieniło. Pojawił się trener Czubak, zespół prowadził po nim trener Mróz, a teraz zespół prowadzi trener Gerega. Znam trochę jego styl i wiem, że w porównaniu do stylu trenera Tomczyka, jest w nim więcej posiadania piłki, więcej kontroli i szczerze powiem, że to mi się nie zgadza w kontekście straconych bramek. Polonia potrafi strzelić cztery bramki i stracić trzy albo strzelić dwie i stracić pięć. Widziałem mecz Arki w Opolu i wydaje mi się drużyną mocną, stabilną, mającą mocny tył i mocny przód. Co prawda przegrali ostatnio w Legnicy, ale to nie był zły mecz w ich wykonaniu. Mecz jest w Gdyni, więc Polonii odejdzie atut własnego boiska i wydaje mi się, że faworytem jest Arka.
Zasiądzie Pan w niedzielę przed telewizorem?
Tak, oczywiście.
A możemy spodziewać się kiedyś Pana wizyty na Piłkarskiej?
Bardzo chętnie. Co prawda bywałem tam w roli członka sztabu szkoleniowego, ale w roli postronnego obserwatora jeszcze mi się nie zdarzyło, więc jeśli tylko pojawi się okazja, to jak najbardziej.
W takim razie zapraszamy! I na koniec, choć właściwie od tego powinienem zacząć – w tym tygodniu obchodził Pan urodziny. Składając życzenia wszystkiego najlepszego od całego klubu i społeczności chciałem zapytać – czego dzisiaj życzy sobie Przemysław Trytko?
Zdrówka i klubu, w którym mógłbym się wdrożyć i kontynuować karierę trenerską.
Tego w takim razie życzę i dziękuję za rozmowę!
Dziękuję.
Przemysław Trytko urodził się 26 sierpnia 1987 roku. W swojej karierze reprezentował barwy m.in. Korony Kielce, Arki Gdynia, Chrobrego Głogów, FK Atyrau (Kazachstan), Polonii Bytom czy Energie Cottbus (Niemcy). Jest zdobywcą Pucharu Polski z Arką oraz Superpucharu Polski z Jagiellonią Białystok. Reprezentant Polski U-23, U-21 oraz U-19.











![[Betclic 1. liga] Konferencja prasowa po meczu Polonia Warszawa - Polonia Bytom (2:2)](https://i.ytimg.com/vi/fvd9ynErdgE/default.jpg)






















