
Dariusza Fornalaka chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. Jako piłkarz sięgnął po mistrzostwo Polski z Ruchem Chorzów, zagrał w reprezentacji Polski, a potem… osiągał sukcesy jako trener Królowej Śląska. Tuż przed gwizdkiem rozpoczynającym Najstarsze Derby Śląska porozmawialiśmy z byłym zawodnikiem i trenerem Polonii Bytom.
Godziny dzielą nas od Najstarszych Derbów Śląska. Czy – pomimo ogromnego doświadczenia, jakie pan zyskał w piłce nożnej – cały czas jest to w Pana opinii mecz wyjątkowy?
Był, jest i będzie. Tak jak pan wspomniał są to najstarsze derby Śląska, więc musi to być wydarzenie wyjątkowe.
Uczestniczył Pan w derbach zarówno jako trener jak i piłkarz, czy były wydarzenia związane z tymi pojedynkami, które szczególnie zapadły Panu w pamięci?
W formie anegdotki przytoczę jedną sytuację, która szczególnie utkwiła mi w pamięci. To nie był mecz o punkty, tylko sparing. Odbywał się przy Olimpijskiej w miejscu, gdzie dzisiaj znajduje się obiekt Polonii; wówczas było to boisko treningowe o nawierzchni wątpliwej jakości i… nie dokończyliśmy go, bo kibice stoczyli wojnę. Biegali wzdłuż boiska, pojawiła się policja…
Czyli nawet te mecze towarzyskie budzą szczególne emocje…
Tak, natomiast to, co również zapamiętałem, to fakt, że gdy awansowaliśmy z Polonią do Ekstraklasy ze strony kibiców Ruchu otrzymałem informację, że mogę przekazać włodarzom klubu, że Ruch wyraża zgodę, by Polonia odbywała mecze ligowe na stadionie Ruchu i to było coś…
Pierwsze zwycięstwo Polonii w Ekstraklasie miało miejsce właśnie przy Cichej, bo stadion Polonii przechodził wówczas modernizację. Po tym pierwszym zwycięstwie podobno – z przekąsem oczywiście – przeprosił Pan wszystkich „znawców”, że Polonia wygrała mecz w Ekstraklasie…
Z perspektywy czasu człowiek jest mądrzejszy i może to nie było konieczne, ale w tamtym momencie tak to właśnie odczuwałem, że ten awans Polonii nie był sukcesem przez wszystkich docenionym. Dodatkowo niewiele osób dawało nam jakieś szanse w elicie, a my udowodniliśmy, że potrafimy wygrywać. Wydaje mi się, że sytuacja, o której pan mówi, miała miejsce po spotkaniu z Zagłębiem Lubin, bo często ten mecz wspominaliśmy z Cześkiem Michniewiczem, który wtedy był trenerem Zagłębia. My jako drużyna bez własnego stadionu wyszliśmy bez kompleksów i ten mecz wygraliśmy, co było bardzo istotne.
Nawiązując do tego, co powiedziałem wcześniej, kibice obu drużyn może nie zawsze darzyli się sympatią i niesnaski pojawiały się nawet podczas meczów sparingowych, przez co rozgrywane były w tak zwanej konspiracji, ale w takiej trudnej sytuacji Ruch zachował się z olbrzymią klasą i warto podkreślić, że inicjatywa pomocy wyszła od kibiców.
Chyba kiedy obejmował Pan jako pierwszy trener drużynę Polonii nikt nie spodziewał się, że skończy się to awansem do najwyższej klasy rozgrywkowej?
Nikt się nie spodziewał i ja też – przyznam szczerze – nie. Polonia utrzymała się po barażach, skład niewiele się zmienił, ale mecz po meczu pokazywał, że coś dobrego może się wydarzyć. Na pewno handicapem było to, że wówczas chyba awansowały cztery zespoły.
Tak, ale Polonii odjęto trzy punkty, więc to też nie był spacerek…
Oczywiście. Powiem szczerze, że ta sytuacja mocno się zmieniała, ale sukces został osiągnięty, uzyskaliśmy historyczny awans i do dzisiaj cieszy mnie to niezmiernie. Przypominam sobie też taką sytuację, że po pierwszej rundzie ktoś zapytał mnie o życzenie na drugą część sezonu. Pomyślałem, że życzę sobie, by awans uzyskały i Ruch i Polonia i tak też się stało.
Nie da się ukryć, że Ruch to znaczna część Pana życia, ale Polonia również zajmuje chyba w Pana sercu szczególne miejsce…
Zdecydowanie. Jako piłkarz chorzowskiego Ruchu zdobyłem mistrzostwo Polski jako junior, senior, a także Puchar Polski, a więc wszystko, co jest w kraju do zdobycia, natomiast jeśli chodzi o Polonię Bytom, to to, co udało mi się osiągnąć z tym klubem w roli trenera miało dla mnie ogromne znaczenie i ma w dalszym ciągu.
To drugie podejście do roli trenera Polonii w 2011 roku, to była chyba misja niemożliwa, bo gdzieś wyczytałem, że przed sparingami miał Pan do dyspozycji zaledwie kilku zawodników, co chyba pokazuje, że od tego czasu sporo się w Bytomiu zmieniło. Wtedy miał Pan pod górkę…
Pod górkę, to mało powiedziane. Polonia, to jedna z tych drużyn, którym nigdy nie odmawiałem. I kiedy ta propozycja z Polonii się pojawiła do końca sezonu zostawały dwie kolejki z trudnymi rywalami. Wiadomo było, że klub spadnie, ale zapowiedzi były takie, że znaczna część drużyny zostanie, natomiast z podstawowego składu zespołu, który spadał z Ekstraklasy został chyba jeden piłkarz. Wszystko było robione od podstaw.
Jakie są Pana przewidywania, jeśli chodzi o te pierwsze od czterech lat ligowe derby?
Derby będą rozgrywane na Stadionie Śląskim, a więc miejscu dla mnie również szczególnym, gdzie najpierw podawałem piłki w meczach dla polskiej piłki, choćby Polska-Holandia, wygranym przez Polaków 4:0. Później na tym stadionie przyszło mi występować czy uczestniczyć w roili trenera i wiem, że gra na Śląskim nie jest sprawą łatwą. Pytany o typy zawsze kibicuję obu zespołom i remis byłby dla mnie wynikiem idealnym, ale wydaje mi się, że faworytem tego spotkania jest mimo wszystko Ruch.
Możemy spodziewać się Pana wizyty na obiekcie Polonii?
Moja obecna praca powoduje, że tego czasu nie mam zbyt dużo, ale cały czas śledzę poczynania Polonii i jeśli tylko będę miał okazję, to z chęcią zajrzę.
W takim razie serdecznie zapraszamy. Dzisiejszy mecz zapewne będzie Pan oglądał w telewizji?
Oczywiście, że tak i życzę wszystkim sympatykom Polonii Bytom wszystkiego najlepszego. Drużynie życzę utrzymania, bo myślę, że to będzie głównym celem, chociaż u niektórych po pierwszych dwóch spotkaniach pojawił się hurraoptymizm, ale powiem z doświadczenia, że najważniejszy jest spokój. Myślę jednak, że na miejscu są ludzie, którzy trzymają rękę na pulsie i wiem, że ten zdrowy rozsądek przeważy.








![[Betclic 1. liga] Konferencja prasowa po meczu Polonia Bytom - Górnik Łęczna (2:2)](https://i.ytimg.com/vi/Tau9CKd5qxU/default.jpg)




















