
Za nami cztery kolejki Betclic 1. Ligi. To dobry czas, by porozmawiać z dyrektorem sportowym Polonii Bytom Tomaszem Stefankiewiczem, który nie tylko odniósł się do pierwszych meczów naszego zespołu, ale również zdradził kilka zakulisowych ciekawostek związanych z transferami oraz przybliżył powody powołania drugiej drużyny dla najzdolniejszych zawodników naszej Akademii.
Zacznijmy od tego, co interesuje kibiców najbardziej, a więc wyników. Zaczęło się w sposób wręcz wymarzony, bo od dwóch zwycięstw. Później przyszła, chyba zasłużona, ale na pewno za wysoka porażka w Łodzi…
Na pewno każdy mecz z dotychczas rozegranych był zgoła odmienny. Jeżeli te dwa pierwsze charakteryzowały się tym, że byliśmy zespołem mocno skonsolidowanym i konsekwentnym w realizacji założeń związanych z organizacją gry, to na pewno mecz w Łodzi pod względem budowania gry, posiadania względnej kontroli w pierwszej połowie był dobry, natomiast po przerwie trochę za bardzo pójść na wymianę ciosów i zostaliśmy za to pokarani.
Trzeba sobie śmiało powiedzieć, że nie jesteśmy w tym momencie zespołem gotowym na to, by wychodzić z otwartą przyłbicą z najmocniejszymi w tej lidze, bo po drugiej stronie są zawodnicy, którzy potrafią skarcić drobne błędy, co się wydarzyło. Trudno się tłumaczyć po takim meczu, ale jeśli przegrywać w taki sposób, to na określonych zasadach. Bardziej byłbym rozczarowany, gdybyśmy tylko się bronili i też przegrali.
W ubiegłą sobotę przez ponad połowę meczu graliśmy w przewadze, a jednak nie udało się dopisać punktów. Paradoksalnie lepiej grałoby się nam 11 na 11?
Jesteśmy zespołem, który korzysta z przestrzeni na boisku. Lubimy fazy przejściowe, lubimy wysoki pressing, oczekujemy tego, że zespoły będą chciały grać z nami w piłkę, ponieważ wówczas możemy wykorzystać naszą organizację gry i ta czerwona kartka zabiła jakiekolwiek przestrzenie i w efekcie obraz dla kibica był taki, że waliliśmy głową w mur. Zanotowaliśmy ponad 50 dośrodkowań z bocznych sektorów. Może zabrakło innych rozwiązań, ale zespół z Rzeszowa dobrze ustawił się w obronie niskiej, dobrze bronił pola karnego i nie dopuścił nas do zbyt wielu sytuacji, a tych, które mieliśmy nie potrafiliśmy wykorzystać.
Szkoda, że kibice w Bytomiu po dwunastu latach nie mieli okazji cieszyć się ze zwycięstwa na tym poziomie ligowym. Reasumując jednak ten start sezonu te sześć punktów na dwanaście możliwych, to wynik niezły…
… przed sezonem bralibyśmy go w ciemno?
Może nie w ciemno, bo jest to wynik niezły, ale jednak z niedosytem. W każdym razie po tych pierwszych meczach mamy w sobie sporo autorefleksji i samokrytycyzmu. Można było osiągnąć coś więcej. Najbardziej boli chyba właśnie ten ostatni mecz z Rzeszowem. Takie spotkania musimy rozstrzygać na naszą korzyść. Powinniśmy też korzystać z naszej sztucznej nawierzchni, bo nie zawsze będzie tak kolorowo jak w czasie pierwszych wyjazdów.
W wielu klubach po awansie dochodzi do rewolucji kadrowej. W naszym przypadku o niczym takim nie ma mowy, bo oczywiście pojawiły się nowe twarze, ale trzon drużyny został zachowany. Taki był zamysł sztabu szkoleniowego oraz pionu sportowego, żeby DNA tej drużyny pozostawić?
Tak. W dużej mierze, tak jak wspomniałem, bazujemy na organizacji gry, na tym, że zespół jest mocno skonsolidowany i tworzymy grupę ludzi, którzy lubią ze sobą przebywać. Pracujemy na standardach, które pozwalają nam w pewien sposób stworzyć przewagi względem jakości – być może wyższej – innych zespołów, stąd tych zmian nie było aż tak dużo. Na pewno większość działań była logiczna i zrozumiała, ale to też były trudne decyzje.
Nie ukrywamy tego, że decyzja dotycząca Adriana Piekarskiego była bardzo trudna i to była decyzja oparta o to, że pracujemy w określony sposób na określonej nawierzchni. Adrian Piekarski to jest rosły zawodnik, który z dużymi trudnościami znosił tę pracę ze względu na to, że ta intensywność i fizyczność była wysoka. Braliśmy jednocześnie pod uwagę, że będziemy musieli tę intensywność podnieść. W końcówce sezonu Oskar Krzyżak wyraźnie wygrał rywalizację na pozycję centralnego stopera, a tylko w tym miejscu przewidywaliśmy miejsce dla Adriana. Chcieliśmy względem Oskara Krzyżaka podnieść konkurencyjność stąd stwierdziliśmy, że ściągnięcie Jakuba Szymańskiego to dla nas opcja dużo bardziej przyszłościowa. Cieszymy się, że Adrian funkcjonuje na poziomie Betclic 1. Ligi, bo to bardzo dobry zawodnik.
A co z pozostałymi zawodnikami, którzy opuścili nasz klub? Czy dla nich te decyzje były zaskoczeniem?
Wiedzieli już od dłuższego czasu, że takie ruchy poczynimy, bo taki mamy model pracy z trenerem Tomczykiem, że na bieżąco informujemy zawodników o ich statusie, o tym, jak wygląda ich rola w zespole, jak są daleko, jakie mamy plany względem przyszłości i uważamy, że jest to sprawiedliwe i transparentne w stosunku do nich, dlatego też – tak jak wspomniałeś – ten trzon został zachowany.
Szczególna była zapewne kwestia związana z Axelem Holewińskim, którego wypożyczenie zostało ponowione…
Podjęliśmy próbę transferu definitywnego, ale Pogoń wierzy w tego zawodnika i maksimum, które udało się wyciągnąć w tym okienku transferowym, to wypożyczenie Axela i z tego się cieszymy. Jeśli chodzi o rywalizację na pozycji bramkarza chcieliśmy zmian, dlatego zakontraktowanie Klaudiusza Mazura.
Możemy spodziewać się kolejnych ruchów transferowych?
Każdy dotychczasowy transfer, jest odpowiedzią na nasze deficyty. Okienko nie jest jeszcze zamknięte. Uważamy, że kadra jest skompletowana w 85% i na tyle, na ile pozwolą możliwości budżetowe będziemy się starali uzupełnić wspomniane deficyty, ale na pewno nie będą to ruchy, które zachwieją strukturą zespołu. Każdy zawodnik, który dołączy do naszej drużyny nie ma łatwej przeprawy, żeby do tego składu wskoczyć, bo jak widzimy duża liczba zawodników z poprzedniego sezonu funkcjonuje w drużynie i nie chce oddać miejsca na boisku.
Czy jest jakiś kontrakt, nad którym pracowaliście od dłuższego czasu, czy większość z nich jest odpowiedzią na potrzeby związane z awansem i pojawiły się, kiedy ten awans stał się prawdopodobny tudzież pewny?
Wiele tematów toczyło się wcześniej. Czuliśmy, że mamy deficyt na pozycji wahadłowego, a więc pozycji, na której motoryka jest bardzo ważna. W tym przypadku odświeżyliśmy temat Krzysztofa Wołkowicza. Po przeciwnej stronie boiska od jakiegoś czasu mieliśmy na „celowniku” Kubę Apolinarskiego i udało nam się go przekonać, chociaż miał wiele propozycji z różnych poziomów ligowych, również zza granicy.
Większość zawodników, to zawodnicy przez nas wyskautowani i często po prostu czekamy na dostępność danego zawodnika. O Kacpra Terleckiego przykładowo staraliśmy się jeszcze zanim dołączył do ŁKS-u, Jakubowi Szymańskiemu kończył się kontrakt i też od pewnego czasu nad tym pracowaliśmy, bo był jednym z naszych priorytetów.
Wszystkie ruchy były wykonywane z uwzględnieniem naszych możliwości finansowych. Jeśli w 2. Lidze byliśmy klubem, który był w stanie zapłacić na poziomie pierwszej szóstki-ósemki, tak teraz proporcje się odwróciły i jesteśmy w okolicach czwartego miejsca od dołu. Wychodzimy jednak z założenia, że pieniądze nie są najważniejsze i oczywiście Fabian Piasecki czy Krykun pokazali, że jakość potrafi zrobić swoje, ale wierzymy, że profilowe dobieranie zawodników, rozwój tych zawodników, jest w stanie skutecznie oprzeć się sferze finansowej.
A który z transferów był najtrudniejszy do zrealizowania?
Długo trwało ściągnięcie Mikulas Bakali. To zawodnik, o którym dowiedzieliśmy się z platformy skautingowej, doszliśmy do porozumienia, jeśli chodzi o kontrakt indywidualny z tym że pojawiły się trudności związane z klubem Den Bosch, do końca walczącym o awans do Eredivisie. Miki był jednym z liderów drużyny, rozegrał ponad 40 spotkań i nie do końca Holendrzy chcieli się go pozbyć. Nie udało się rozwiązać kontraktu przez zawodnika, więc musieliśmy jako Polonia porozumieć się z klubem i chociaż to trochę trwało ostatecznie Miki jest u nas.
Nie jesteśmy gotowi na transfery gotówkowe, stąd te rozmowy nie były proste i musieliśmy zabezpieczyć interesy każdej ze stron nie wydając pieniędzy.
Coś więcej mógłbyś na jego temat powiedzieć?
To typ zawodnika, który u nas raczej nie występuje. W naszym przypadku w środku pola występują raczej typy ósemek, natomiast charakterystyka Mikiego, jako bardziej fizycznego zawodnika, to numer sześć, a więc uzupełnienie deficytu, o którym mówiłem. Ważne, że to nie tylko dobry piłkarz, ale ma świetny profil mentalny. W ekstraklasie słowackiej był w młodym wieku kapitanem, w Holandii też odgrywał główne role.
A transfer, którego nie udało się zrealizować? Czasem portale branżowe aż huczały od plotek…
Tematem medialnym był temat Adama Dei. Byliśmy w zaawansowanym etapie rozmów, jednak z trenerem Tomczykiem podjęliśmy decyzję o wycofaniu się, również – nie ukrywam – ze względów finansowych, bo w grę wchodził tylko transfer gotówkowy.
Na pewno Betclic 1. Liga jest bardziej wymagająca. Zastanawiam się czasem quo vadis – dokąd zmierzamy? Widząc jak budujemy projekt pod szyldem Polonia Bytom odnoszę wrażenie, że nie do końca pasujemy do tego środowiska. Musimy szukać nieoczywistych rozwiązań, bo jeśli zaczniemy działać jak inni, to albo to się nie uda pod kątem sportowym, albo finansowym. Nie są to żale, tylko wnioski, z którymi dzielę się z kolegami. Widzę potakiwania, a potem wszyscy i tak siadamy do biurek i wysyłamy te oferty. Sam jestem ciekaw, jak to się skończy i w którą stronę to pójdzie.
Skoro nie pieniądze, to czym jesteśmy w stanie przekonywać piłkarzy, żeby do nas dołączyli?
Ja bardzo wierzę w kapitał ludzki i wierzę w merytorykę i pracę. Dlatego staram się przekonywać, że jeśli nie jesteśmy w stanie dorównać finansowo innym ośrodkom i pozyskiwać gotowych zawodników musimy wyszukiwać zawodników, których można rozwinąć.
Fundamentem jest sztab z trenerem Łukaszem Tomczykiem, Łukaszem Ocimkiem i pozostałymi, którym wróżę dużą przyszłość w piłce. Widzę, jak pracują i to naprawdę jest najwyższy poziom.
Warto też wspomnieć, że warunki do pracy, które nam w ostatnim czasie zapewniono są coraz lepsze – myślę o nowej infrastrukturze, bo ta jest na bardzo wysokim poziomie. Widzę, co dzięki zaangażowaniu Miasta wydarzyło się tutaj w ciągu kilku ostatnich lat i to jest coś kapitalnego. Jako wychowanek klubu pamiętam przebieranie się w krzywym baraku i całą infrastrukturę sportową, dlatego jestem wdzięczny wszystkim dookoła, że mogę tutaj pracować. Możemy mówić o zawodnikach, o sztabie, ale bez wsparcia, decyzyjnych ludzi, którzy nam zaufali nie byłoby tego sukcesu. Oczywiście ktoś może zarzucić, że inne miasta finansowo przebijają Bytom, ale pamiętajmy, że jest to miasto, które w moim odczuciu odradza się na przestrzeni ostatnich lat, wiele tutaj się dzieje w rozwoju infrastruktury miejskiej i to, że udaje się wesprzeć powstawanie miejsca do rozwoju młodych piłkarzy, to naprawdę czapki z głów. To jest sukces tych ludzi i tego miasta. Nie szukając odniesień do starych czasów można powiedzieć, że dzisiaj środki, które trafiają do klubu są mądrze i dobrze wydawane. Widać to poprzez awanse nie tylko piłkarzy, ale choćby hokeistów, którzy szykują się do rozgrywek Tauron Hokej Ligi.
Kiedy słyszę głosy malkontentów, narzekających, że mamy „orlik”, że inne aspekty są niewystarczające, to ja dzisiaj patrząc na to od środka, to uważam, ze jak na możliwości miasta to jest bardzo dużo. Cieszmy się, choć mamy w mentalności coś takiego, że nie potrafimy tego robić, a pamiętając ostatnie lata naprawdę mamy do czynienia z czymś fajnym. Zapewne ta szklanka nie jest w pełni wypełniona, ale być może nigdy się nie wypełni, a naszym zadaniem jest to, by metodą małych kroków się rozwijać.
Pod względem sportowym, dokąd ta metoda małych kroków ma nas zaprowadzić? Czy jest cel, jaki postawiliście sobie przed sezonem?
Na pewno naszym celem jest ustabilizowanie się na tym poziomie i po prostu chcemy być w tej lidze, bo różnica między Betclic 2. Ligą, a Betclic 1. Ligą jest kolosalna. Widać, że grają tutaj duże marki i mamy do czynienia z dużą piłką. Polonia, to klub z historią, ale pamiętajmy, że jeszcze niedawno graliśmy w czwartej lidze. Chcemy tutaj zaistnieć, chcemy być jacyś, chcemy pokazywać, że można inaczej, choć zdajemy sobie sprawę, że zdarzy się nam „dostać po głowie”, jak choćby podczas meczu ze Stalą i takie sytuacje będą miały miejsce. Będziemy pracowali nad tym, by złapać balast między tym romantyzmem, o którym w naszym kontekście się mówi, a pragmatyzmem.
Chcemy zostać w tej lidze, bo myślę, że w tym momencie, to środowisko adekwatne dla Polonii. Musimy „monetyzować” to, gdzie jesteśmy i musimy z tego korzystać. Chcemy sprowadzać zawodników, budować ich, rozwijać i mieć z tego korzyści również finansowe.
Dbanie o aspekt sportowy w piłkarskiej Polonii powierzono mi 6-7 lat temu i czuję odpowiedzialność za ten projekt, który nigdy nie będzie ukończony. Cały czas będziemy dokładać po jednym procencie do tego, co wypracowaliśmy.
Wracając do pytania, kluczem jest utrzymanie i oczywiście dobrze byłoby wypracować je wcześniej. Tak jak wspomniałeś metodą małych kroczków doszliśmy tutaj, gdzie jesteśmy i przygotowywaliśmy się mocno do bycia na tym poziomie. Z trenerem Tomczykiem wiele weekendów poświęciliśmy na wyjazdy, na obserwacje, by być gotowymi na to, co nas czeka.
Mówiłeś dużo o projekcie, o jego rozwoju, a mając to wszystko na uwadze musimy wspomnieć o Akademii. W tym sezonie reaktywowana została druga drużyna i występuje w III lidze śląskiej. Czy to jest element tego szerokiego patrzenia na szkolenie i swoisty pomost między Akademią a pierwszym zespołem?
Po rozmowach z koordynatorami, a także w wyniku własnych przemyśleń doszliśmy do wniosku, że poziom lig wojewódzkich A1, B1, B2, jest coraz słabszy. Szukając ścieżki dla młodych zawodników zdecydowaliśmy, że najstarszy zespół juniorów będzie grał w piłce seniorskiej. Pozwalają na to regulacje PZPN i dlatego reaktywowaliśmy zespół rezerw. Zastanawialiśmy się oczywiście nad tym, która to powinna być liga, była możliwość gry poziom wyżej, a więc w II lidze śląskiej, ale trzeba patrzeć realnie na potencjał i doszliśmy do wniosku, że poziom klasy okręgowej, to odpowiednie środowisko dla zawodników z roczników 2007-2009, a nawet 2010.
Chcemy, by ci młodzi zawodnicy rywalizowali w środowisku seniorskim. Celem jest awans wyżej w ciągu 2-3 lat. Chcielibyśmy dojść do punktu, w którym pierwszy zespół gra w Betclic 1. Lidze, a w IV lidze rezerwy złożone z najzdolniejszych zawodników Akademii. To perspektywa kilku lat.
Warto pamiętać, że duże przyspieszenie pierwszej drużyny jest nieadekwatne do rozwoju Akademii. Oczywiście Akademia idzie w górę, mamy świadomość, że od najmłodszych roczników to szkolenie jest na naprawdę dobrym poziomie i czekamy na nie. Starsze roczniki nie są gotowe, by grać choćby w Centralnej Lidze Juniorów i dlatego przygotowujemy jednostki, mogące grać wyżej. Chcemy wyłapywać w tych zespołach 11-osobowych zawodników typu Nikodem Skupin, Maciek Mirowski, Kuba Spendel czy Kuba Rybacki, którzy mogą być przy tym pierwszym zespole, co nie jest dla nich łatwe. To są młodzi ludzie, którzy mogą obrać różną ścieżkę, nad którą też myślimy wspólnie – czy to ścieżka wypożyczenia czy pozostaną tutaj. Dlatego też zapadła decyzja o tym, by ci młodzi piłkarze oswajali się już ze środowiskiem seniorskim.
Pierwszy mecz pokazał, że młodzi zawodnicy dobrze się zaprezentowali pomimo porażki. Nie odstawali jakościowo od starszych kolegów i liczę na to, że będą się rozwijać i walczyć o miejsce w pierwszym zespole.
To mozolna droga, by zbudować odpowiednie fundamenty, ale zbudowanie rezerw, jest konieczne. Jestem wychowankiem tego klubu i chciałbym, żeby wychowankowie Polonii grali w tym klubie i byli jego siłą. Mi się nie udało, ale chciałbym pomóc tym chłopakom, żeby im się udało. Finalnie to oni wychodzą na boisko. My staramy się stworzyć im warunki i narzędzia, by im pomóc. Zdajemy sobie sprawę, że musi ulec poprawie skauting w piłce młodzieżowej, bo nie unikniemy napływu młodych zawodników z zewnątrz, ale wierzę, że w perspektywie czasu młodzi zawodnicy zaczną nam oddawać.
Ostatnie pytanie. Gdy zobaczyłeś terminarz przed sezonem był jakiś mecz, który zakreśliłeś w swoim kalendarzu czerwonym markerem?
Czy jest taki mecz numer jeden? Jestem stąd, więc ta rywalizacja z Ruchem ma duże znaczenie. W meczu ligowym nie udało mi się jeszcze nigdy z Ruchem wygrać i chciałbym, żeby to się zmieniło, co byłoby dla mnie – i nie tylko – bardzo ważne. Gdybym miał wybrać mecz numer jeden, to chyba ten.
Ale powiem jeszcze jedną rzecz. Gdy pojechałem pod koniec ubiegłego sezonu na mecz Wisły do Krakowa i usłyszałem jak 30 tysięcy ludzi zaśpiewało hymn Wisły dotarło do mnie, że już wkrótce my będziemy w tym miejscu. Mając to na uwadze i pamiętając mecze w czwartej czy trzeciej lidze widać jak wiele się zmieniło. Pamiętam czasy, gdy ciągnąłem sto metrów kabla, żeby zrobić transmisję, a poza tym zgłaszałem zawodników, przygotowywałem relację i robiłem niemal wszystko, tymczasem już w tym sezonie graliśmy w Łodzi, wkrótce przyjdzie nam grać na pięknych stadionach we Wrocławiu czy w Krakowie, to to są fajne rzeczy.





























