Jakub Góralczyk: “Nabraliśmy pewności siebie, która była nam potrzebna” [WYWIAD]

Za drużyną Niebiesko-czerwonych półmetek drugiego miesiąca ligowych zmagań. Dziś zachęcamy do przeczytania wywiadu z wczorajszym solenizantem, obrońcą Polonii Bytom, Jakubem Góralczykiem. Będzie o współpracy z Michałem Probierzem, rodzinnych tradycjach sportowych oraz… o Myszy! Zapraszamy!

 

Mateusz Skutnik: Ważny mecz z wrocławską Ślęzą za nami. Zwycięstwo na pewno cieszy, tym bardziej, iż nad zespołem z czołówki tabeli. Powiedz, jakie Twoim zdaniem znaczeniem miało ono dla drużyny?

Jakub Góralczyk: Zwycięstwo nad Ślęzą po porażce w meczu z Rakowem było dla nas bardzo ważne. W Częstochowie nie graliśmy złego meczu, zabrakło trochę szczęścia i koncentracji przy straconych bramkach. Ważnym było dla nas, żeby się odbić i jak najszybciej wrócić na zwycięską ścieżkę. Każdego dnia ciężko pracujemy na treningach, żeby w weekend móc świętować zwycięstwo. Myślę, ze po dobrym meczu z Ślezą nabraliśmy pewności siebie, która była nam potrzebna.

 

M.S.: Dla Ciebie był to czwarty mecz w sezonie, a trzeci w wyjściowej jedenastce. Zarówno Ruslan Zubkov jak i Mateusz Lipp przyznawali nam wcześniej w wywiadach, że zdrowa rywalizacja o miejsce na środku obrony pozytywnie wpłynie na zespół. Jak ocenisz Twoją pozycję o miejsce w składzie szczególnie z Mateuszem, gdyż jedno miejsce przeważnie zarezerwowane na boisku jest dla młodzieżowca?

J.G.: Na pewno zdrowa rywalizacja dobrze wpływa na zespół. Każdy podchodzi odpowiednio do swoich obowiązków i tym samym „zmusza” drugiego do tego samego, dzięki temu każdy robi postęp. Z chłopakami mamy bardzo dobry kontakt, wiec na pewno fajnie jest trenować i móc się rozwijać w takim zespole. Jeśli chodzi o moją pozycję w składzie, to trener wybiera skład na mecz i nie można tego negować w żaden sposób. On podejmuje tę ostateczną decyzję, kto zajmie miejsce w wyjściowej jedenastce. Ja jedyne co mogę zrobić, to dawać z siebie 110% na każdym treningu w mikrocyklu i pokazać, ze w każdej chwili jestem gotowy do gry. Poza tym z Lipkiem mamy bardzo dobry kontakt i gramy w jednej drużynie, a dobro całego zespołu jest najważniejsze, w końcu gramy w piłkę nożną! (śmiech)

 

M.S.: Co Twoim zdaniem system gry naszej drużyny z trójką obrońców przynosi zespołowi? Według Ciebie pomaga on przy akcjach ofensywnych, pozwalając spokojnie operować „tyłami”? Miałeś już możliwość gry we wcześniejszych klubach w takim ustawieniu?

J.G.: System gry trójką obrońców z tyłu pozwala zdominować rywala. Nie jest na pewno łatwy, lecz przy mądrości zawodników i dobrym przygotowaniu potrafi przynieść oczekiwane efekty. Myślę, że pokazała to chociażby pierwsza połowa meczu ze Ślęzą, w której całkowicie zdominowaliśmy przebieg gry. Ja mam te szczęście, że nie jest to dla mnie nowy system i łatwiej było mi się do niego przystosować, gdyż grałem już na trójkę z tylu w młodzieżowych grupach Cracovii.

 

M.S.: Do Cracovii za chwilę przejdziemy, jednak na razie cofniemy się nieco w czasie. Jesteś wychowankiem Fortuny Wyry, niewielkiego klubu z okolic Mikołowa. Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z piłką?

J.G.: Moja przygoda z piłką rozpoczęła się w sumie dość… niepopularnie. Moja rodzina od dawna była związana ze sportem. Mój dziadek grał na Igrzyskach Olimpijskich w hokeju na lodzie, więc nie mogłem być gorszy! (śmiech) Ja wybrałem natomiast piłkę. Na pierwszy trening przyprowadził mnie tata, jak miałem około 5 lat. Pamiętam, że było to bardzo duże przeżycie dla mnie. Z klubem z Wyr jestem związany do teraz, gdzie prowadzę grupy młodzieżowe, takie moje dodatkowe hobby.

 

M.S.: Pierwszym poważnym krokiem w Twojej piłkarskiej karierze był jednak transfer do Akademii GKS-u Tychy. Jak wspominasz tamten czas?

J.G.: Jak miałem około 11 lat pojechałem na kadrę Podokręgu Tyskiego. Tam dobrze wypadłem i z moim tatą skontaktował się trener Łukasz Biliński, który aktualnie jest asystentem trenera Dominika Nowaka w GKS-ie Tychy. Później już jakoś poszło. Poszedłem tam na trening testowy aby zobaczyć, jak to wszystko wygląda. GKS był zainteresowany moją osobą, więc nie zastanawiałem się długo i postanowiłem zmienić otoczenie. Bardzo fajne wspominam ten czas. Na pewno spędziłem tam sześć niezapomnianych lat i poznałem mnóstwo fantastycznych osób.

 

M.S.: Później transfer do Cracovii, pierwsze występy na szczeblu 3. Ligi, aż w końcu włączenie do składu pierwszej drużyny Pasów. Jakie to uczucie dla młodego zawodnika być w składzie Ekstraklasowego klubu i walczyć o miejsce w kadrze z zawodnikami, których na co dzień możemy oglądać na najwyższym stopniu rozgrywkowym w Polsce?

J.G.: Transfer do Cracovii to kolejny ważny krok w mojej przygodzie z piłką. Miałem okazje trenować i grać z naprawdę bardzo dobrymi zawodnikami. Pierwsze momenty, które pamiętam z pierwszego treningu to na pewno duży stres, który towarzyszył wtedy takiemu młodemu zawodnikowi, jakim byłem ja. Z biegiem czasu było już tylko lepiej. Na pewno dużo można było się nauczyć i podpatrzeć od bardziej doświadczonych ode mnie zawodników. Z pewnością niezapomniane przeżycie to mecz o Superpuchar Polski na stadionie Legii, na który złapałem się do kadry. Świetna atmosfera i nasza wygrana to myślę spełnienie marzeń każdego tak młodego piłkarza.

 

M.S.: Do drużyn młodzieżowych Cracovii przychodziłeś w tym samym czasie co robiący ostatnio furorę w rozgrywkach PKO BP Ekstraklasy, Jakub Myszor. Zawodnik ma już na swoim koncie nominację do tytułu „Młodzieżowca miesiąca” oraz powołanie do reprezentacji Polski U21. Graliście razem w drużynach juniorskich, więc ciekaw jestem Twojej oceny tego zawodnika.

J.G.: Z „Myszą” miałem zawsze dobry kontakt. Mieszkamy niedaleko siebie, wiec często jeździliśmy razem do Krakowa. Zawsze był zawzięty, czasem do przesady, ale wiedział czego chce, do tego szybkość i umiejętności piłkarskie i wskoczył na tą „karuzele”. Trzymam kciuki za niego i życzę jak najlepiej!! Spędziliśmy na pewno miło czas w jednej drużynie, który fajnie jest teraz powspominać.

 

M.S.: Trenera Michała Probierza nikomu w Bytomiu nie trzeba przestawiać. To on właśnie włączył Cię do kadry pierwszej drużyny Cracovii. Dziś jest on szkoleniowcem wspomnianej wcześniej naszej kadry U21. Jak wspominasz pracę z trenerem Probierzem? Domyślam się, że ciekawych anegdot przez ten czas nie brakowało!

J.G.: Trener Michał Probierz to na pewno jeden z najbardziej doświadczonych i najlepszych trenerów w Polsce. Współpraca z nim to było duże przeżycie, wiele mnie nauczył. Trener bardzo lubił grać po treningach we „wrzutki”. Wszyscy młodzi dobierali się w pary, on był z jednym z nas i tak się rotowaliśmy. Drużyna, która przegrała, czyli miała najmniejszą ilość goli, kupowała zawsze coś wygranej parze, którą przeważnie była tą, w której był właśnie trener Probierz. Zawsze zakładał się z nami o książki, ciężko było cokolwiek ugrać. Myślę, że takich dośrodkowań jakie on dawał, nie powstydził by się żaden obecnie grający boczny obrońca w ekstraklasie! (śmiech)

 

M.S.: Obracając się w temacie szkoleniowców, przytoczę cytat pewnego trenera: „Jakub Góralczyk prezentował równą, solidną formę. Bardzo dobrze spisywał się w obronie. Dobrze rozumiał grę, był silny fizycznie, radził sobie w grze jeden na jednego.” To słowa trenera Jakuba Dziółki opisujące Twoją osobę przed transferem do Krakowa. Czy te słowa obecnie również pasują po tych kilku latach do Jakuba Góralczyka?

J.G.: Hm, nie mnie to oceniać! (śmiech) Myślę, że od tamtej pory zrobiłem duży postęp i staram się z dnia na dzień być coraz lepszym zawodnikiem. Na pewno w tamtym czasie tak było, skoro trener Dziółka tak mnie ocenił. To kolejny bardzo dobry trener, z którym miałem okazję pracować. Trochę ich było! (śmiech)

 

M.S.: Jak na środkowego obrońcę jesteś bardzo aktywny pod bramką rywala. Szczególnie przekonali się o tym Twoi przeciwnicy w rozgrywkach juniorskich. Za Tobą również pierwsza bramka w barwach Polonii podczas wygranego meczu w Głogowie. Zawsze grałeś jako obrońca? Bo statystyki wyraźnie pokazują, że masz ten strzelecki instynkt w polu karnym.

J.G.: Faktycznie udało mi się strzelić parę bramek w rozgrywkach Centralnej Ligi Juniorów. Pierwsza bramka z Chrobrym Głogów na pewno bardzo cieszy, bo to pierwsza w rozgrywkach seniorskich. Mam nadzieję, że będzie ich coraz więcej. Kiedyś grałem na pozycjach 10 oraz 8 jak miałem 13-14 lat. Może cos mi jeszcze zostało z tamtego okresu! (śmiech)

 

M.S.: Z racji tego, że świętowałeś wczoraj swoją „dwudziestkę”, przyjmij od Polonii Bytom najlepsze życzenia urodzinowe. Jaki sportowy cel stawiasz sobie w dniu zmiany „kodu z przodu”?

J.G.: Dziękuje bardzo całej społeczności Polonii za życzenia!!! Nie chce patrzeć za bardzo w przyszłość. Chce skupić się na każdym kolejnym meczu i treningu, żeby pomóc drużynie i dać wiele radości kibicom!!

 

Rozmawiał: Mateusz Skutnik

Wszystkie filmy

bydziehaja.pl

Miejsce na twoją reklamę