„Nie mamy się czego wstydzić”. Wywiad z Tomaszem Stefankiewiczem

Stwierdzasz, że Polonii wcale dużo nie brakuje do czołowych holenderskich klubów, wymieniasz się numerami telefonów z dyrektorami Sevilli i PSV, a na zajęcia chodzisz z członkami sztabu Reprezentacji Polski. Takie rzeczy mają miejsce na kursie dyrektorów sportowych PZPN, którego uczestnikiem jest Tomasz Stefankiewicz, pełniący tę funkcję w naszym klubie. Zapraszamy do przeczytania obszernego wywiadu, w którym znajdziecie wiele ciekawych spostrzeżeń, a także kulis wspomnianego szkolenia.

Za tobą już ponad połowa kursu dyrektora sportowego PZPN. Jak do tej pory przebiegało szkolenie?

Druga edycja kursu dyrektorskiego posiada formułę siedmiu zjazdów zakończonych egzaminem. Pierwsze spotkanie miało miejsce w Białej Podlaskiej. Następnie wybraliśmy się na krajowe wojaże, żeby zobaczyć infrastrukturę najlepszych polskich klubów. Tym sposobem odwiedziliśmy Legia Trening Center, przy okazji będąc na meczu z AZ Alkmaar w ramach Ligi Konferencji Europy. Zwiedziliśmy także główny obiekt w Poznaniu, akademię we Wronkach, wybraliśmy się także do Częstochowy.

Nie zabrakło także wyjazdów zagranicznych. W ubiegłym tygodniu wróciłeś z Holandii.

Tak. Zdecydowanie wisienką na torcie był ostatni zjazd zagraniczny, na którym mieliśmy możliwość zobaczyć funkcjonowanie dwóch z trzech największych klubów holenderskich. Mam tu na myśli PSV Eindhoven i Feyenoord Rotterdam. Byliśmy w kampusach szkoleniowych, widzieliśmy, jak wygląda życie akademii, poznaliśmy najważniejsze osoby w klubach, mieliśmy okazję do spotkania z dyrektorami technicznymi, ponieważ w Holandii nie ma statusu dyrektora sportowego. Mogliśmy porozmawiać także z szefami skautingu obu tych klubów i trenerami U’21.

Jakie będą kolejne etapy kursu?

Przed nami jeszcze dwie sesje -kwietniowa i majowa. W kwietniu odwiedzimy najprawdopodobniej Białystok, a ostatnia lokalizacja nie jest znana. We wrześniu czeka nas natomiast egzamin końcowy.

Czeka cię test? Jak wygląda egzamin?

Nie, nie. Egzamin zalicza się w formie autoprezentacji na jeden z wybranych tematów. Należy go opracować i omówić na podstawie doświadczeń zdobytych podczas kursu, a także pracy w swoim klubie. Oprócz tego na ukończenie kursu składa się także frekwencja oraz zadania, które otrzymujemy między zjazdami. Dotyczą one głównie zagadnień prawnych.

Wasza grupa kursowa jest dosyć barwna. Macie w niej m.in. członków sztabu pierwszej Reprezentacji Polski.

Jak już mówiłem, ona nie jest skategoryzowana pod kątem dyrektora sportowego. Mamy wiele ciekawych postaci Przykładem jest właśnie Sebastian Mila, który niedawno ukończył kurs trenerski, po czym stwierdził, że nie do końca się w tym odnajduje, poszedł z nami na kurs, a nagle w trakcie wylądował w sztabie Michała Probierza. Tak samo Robert Góralczyk, z którym znamy się od dawana. To taka osoba, z która wiele rzeczy zawsze mogłem konsultować, pomagał mi w wielu kwestiach. To taki znajomy, z którym jak mamy brać przysłowiowe dwójki to zawsze razem lądujemy w pokoju. Inne ciekawe osoby to Rafał Grodzicki – ogromne doświadczenie z boiska, które przekłada na drugą stronę rzeki, liznął tego świata jako dyrektor Warty Poznań. Jest z nami Łukasz Trałka, który na ten moment pełni funkcję szefa skautingu w Akademii Lecha Poznań. Ma ogromne doświadczenie boiskowe, chłodny kalkulacyjny umysł i wyłapuje wiele rzeczy, których inni nie widzą. Barwną postacią jest na pewno Piotr Stokowiec, jako reprezentant trenerów zapisał się na kurs. W trakcie kursu objął ŁKS Łódź, co nie przeszkadzało mu w braniu udziału w zajęciach. W tej chwili może skupić się w pełni na kursie, ale jestem przekonany, że niebawem Piotrek wróci na ławkę. Jest też Marcin Stokłosa wiceprezes Ruchu Chorzów. Tam z kolei podzielono te role. Prezes Siemianowski poszedł na kurs dyrektorów akademii, który ukończył, a Marcin wybrał się na kurs dyrektora sportowego.

Nie brakuje przede wszystkim ludzi z naszego regionu. W Holandii robiliście zakłady przed meczem z Jastrzębiem?

Śląsk jest z pewnością mocnym ogniwem. Tak, z Adamem Lechowskim, dyrektorem GKS-u Jastrzębie, w Holandii przekomarzaliśmy się, kto wygra derby. Jak widać przyjazna atmosfera między naszą dwójką, udzieliła się obu drużynom i piątek padł remis. Z takiego rezultatu z pewnością nie jest zadowolona żadna ze stron!

Wróćmy jednak do samej treści kursu. Jeżeli chodzi o krajowe podwórko, to obserwacja największych klubów dała ci dużo nowej wiedzy?

Trzeba na pewno segregować te treści. Ja jestem osobą, która bardzo mocno interesuje się środowiskiem, dla której funkcjonowanie topowych klubów w ekstraklasie nie jest wielką tajemnicą. Rzeczy, które na bieżąco realizuje Lech, Legia, Raków, Pogoń Szczecin, Jagiellonia, to nie są dla nas rzeczy niemożliwe do realizacji, jedyną przeszkodą są finanse. Jeżeli chodzi o kreację, o świadomość, to wszystko w Bytomiu jest. Mierzymy jednak siły na zamiary, jesteśmy na trzecim poziomie rozgrywkowym w Polsce i możemy robić rzeczy adekwatne do tego poziomu. Na pewno biorąc pod uwagę wymianę doświadczeń z innymi kursantami, to nie boję się powiedzieć, że nie mamy się czego wstydzić, bo wiele schematów i standardów, które realizujemy, to są rzeczy funkcjonujące w klubach Ekstraklasy.

Podnieśmy zatem poprzeczkę. Jak wiele brakuje nam do Holandii, którą odwiedziłeś?

To, co zobaczyliśmy w PSV ciężko jest odwzorować na naszym rynku, bo są tam już rozwiązania dotyczące europejskich standardów i kwestii finansowych niedostępnych dla wielu polskich klubów. Blisko tego znajduj się na pewno Legia Trening Center. Natomiast to, co zobaczyliśmy w Feyenoordzie to bardziej przyziemne rzeczy, które moglibyśmy zaimplementować na naszym ligowym podwórku.  Na pewno cieszy mnie to, że infrastruktura, którą mamy w tej chwili w Bytomiu jest prawie na europejskim standardzie, ponieważ oglądając kampus Feyenoordu, to poza większą liczbą boisk dużych różnic nie było. Uważam, że nasz obiekt, wykończenie nawet w pierwszym etapie nie mówiąc o tym, co czeka nas w drugim, to daleko nie odbiega od realiów klubu z Rotterdamu, ale także innych baz szkoleniowych w Polsce. Przykładowo rzeczy, które zobaczyliśmy choćby we Wronkach, są widoczne także u nas.

To, co zobaczyłeś pozostanie tylko w twojej głowie, czy są plany, żeby wprowadzić coś w Polonii?

Z każdego wyjazdu i wizyty cos jest do wyciągnięcia. Na przykład już z bazy Feyenoordu i PSV wynotowaliśmy 2-3 rzeczy, które chcemy zaimplementować tutaj w naszych bytomskich realiach. Pomysły zostały przedstawione zarządowi, tak aby uwzględnić je przy realizacji drugiego etapu inwestycji przy ul. Piłkarskiej. To są elementy, które niedużym nakładałem finansowym jesteśmy w stanie zrobić w Polonii, a efekt może naprawdę pozytywnie zaskoczyć.

Kurs jest także okazją do spotkań i rozmów z wieloma ciekawymi osobami. Kto do tej pory zrobił na tobie największe wrażenie?

W PSV spotkaliśmy się np. z dyrektorem akademii. To była rozmowa, która na nas wszystkich zrobiła ogromne wrażenie. W Częstochowie mieliśmy okazję spotkać się z Victorem Ortą – dyrektorem sportowym Sevilli. Pokazał nam on, jak układa prace pionu sportowego, jak wygląda skauting, bazy danych. Wszystko to takie rzeczy, których na co dzień nie można zobaczyć, to są treści, do których nie ma dostępu w internecie. Mieliśmy także zajęcia z przedstawicielem Manchesteru City, który opowiadał nam o tajnikach negocjacyjnych. Zagraniczni prelegenci dają bardzo dużą wartość, natomiast nie możemy narzekać też na polskie środowisko. Przykładem są świetnie przygotowane zajęcia z dyrektorem finansowym Lecha Poznań, które z pewnością pomogą w codziennej pracy.

Dostęp i możliwość nauki od takich osób to spora wartość. Taka okazja może chyba szybko się nie powtórzyć?

I tu spotkało mnie kolejne pozytywne zaskoczenie. Ci ludzie są niesamowicie kontaktowi. Victor Orta, czy Earni Stewart – dyrektor techniczny PSV, to były tak otwarte na nas osoby, że zostawiły nam bezpośrednie namiary na siebie, numery telefonu, adresy mailowe. Dzięki temu możemy z nimi korespondować, czerpać wiedzę i liczyć na jakieś porady. To jest coś, do czego nie miałbym dostępu, nie uczęszczając na ten kurs.

Twoja przygoda z funkcją dyrektora sportowego rozpoczęła się przed kursem. Biorąc pod uwagę twoje doświadczenie, uważasz, że takie szkolenie jest konieczne?

Organizacja tego kursu to niezbędny kierunek dla polskiej piłki, z tego względu, że mamy coraz lepiej wykwalifikowanych, coraz bardziej uzdolnionych trenerów. Porównując to, do wspomnianej Holandii nie mamy się czego wstydzić. Dziś nasi trenerzy również bazują na rozumieniu gry, potrafimy szkolić, potrafimy przekazywać wiedzę, ale nie potrafimy jeszcze tym wszystkim odpowiednio zarządzać.

Receptą na ten problem ma być zatem szkolenie dyrektorów sportowych?

Oczywiście zachód tak jak w naszym kraju dąży do tego, aby dyrektorami byli zawodnicy z osiągnięciami, którzy mają zarządzać wszystkim. Jednak bez odpowiedniego przygotowania i przeszkolenia, kwalifikacji, zdobycia doświadczenia uważam, że nie jesteśmy w stanie robić tego w sposób świadomy i merytoryczny. Przykładowo niemiecka szkoła dyrektorów poszła bardzo do przodu i widzimy, że ci ludzie są rozchwytywani na rynku. Bundesliga zabija się o najlepszych dyrektorów, a w Polsce tego kompletnie nie ma. Widać także, że niewielka ilość osób chce się szkolić w tym kierunku. Pierwsza edycja była skierowana głównie do klubów Ekstraklasy topu z 1. Ligi, było 20 miejsc, a kto się zgłosił, to się dostał. W drugiej edycji z poziomu pierwszoligowego nie mamy dyrektorów, z poziomu drugiej ligi jest nas trzech – ja, Adam Lechowski z Jastrzębia i Rafał Kosznik z Raduni Stężyca. Pozostali to są szefowie działu skautingu, skauci, ludzie z innych branż. PZPN zaprasza ich do tego, żeby czasami oderwali się od innej funkcji i poszli w kierunku wzięcia odpowiedzialności na siebie.

Posada dyrektora sportowego nie jest zatem w Polsce atrakcyjna?

Jednym z naszych wniosków jest to, że dyrektor sportowy bierze na siebie pełną odpowiedzialność za funkcjonowanie klubu. Tak jak dziś w naszej edycji jest wielu skautów, to oni jednak funkcjonują sobie w cieniu, nie biorą przysłowiowo na klatę wyniku końcowego, nie tylko sportowego, ale i funkcjonowania klubu. Uważam, że w takiej rzeczywistości ukończenie kursu powinno stać się wymogiem licencyjnym jak najszybciej. Kierunek jest jak najbardziej słuszny. Trzeba liczyć na to, że przy kolejnych edycjach ilość chętnych będzie rosnąć i tym samym będą te osoby konkurować o posady w najlepszych klubach. Jeżeli chodzi o mnie, to jestem przekonany, że dużo treści i wartości w Bytomiu po tym kursie zostanie.

rozmawiał: Wojciech Czaputa

Wszystkie filmy

bydziehaja.pl

Miejsce na twoją reklamę